Co zmieniło się w moim życiu po 100 dniach ćwiczeń?

NAWYKI

Co zmieniło się w moim życiu po 100 dniach ćwiczeń?

Jedenastego grudnia postanowiłam rzucić samej sobie wyzwanie polegające na 100 dniach ćwiczeń. Dziś przećwiczyłam ostatni, setny, dzień. Jak to zrobiłam i jak minęły mi te cztery miesiące?

Tak, wiem, że 100 dni to nie cztery miesiące, ale nie ćwiczyłam codziennie. Znajomi, którzy robią profesjonalne treningi doradzili mi, żeby robić dni regeneracji. Robiłam je, prawie regularnie, w każdy wtorek i piątek. Stąd mały delay.

Dziś krótkie podsumowanie 100 dni: co mi się podobało, co zadziałało, a co nie do końca?

Odwaga

Dziś jeszcze bardziej kocham i akceptuję swoje ciało. Oczywiście nie jest to zasługa tylko tych ćwiczeń. Zaakceptowanie swojego ciała i cieszenie się z takiego jakie jest, to praca przede wszystkim ze swoimi myślami i przekonaniami. Jednak te 100 dni zachęciło mnie do obserwowania swojego ciała przed lustrem oraz na zdjęciach i filmach, które wrzucałam na Instagram.

To był też dla mnie egzamin odwagi, bo wrzucałam swoją wyginającą się sylwetkę do Internetu. W pierwszych filmach ćwiczę jeszcze w koszulce, a potem pokonuję barierę i ćwiczę w sportowym biustonoszu, wow! To co teraz jest dla mnie normalne, wcześniej było nie do pomyślenia. I nie chodzi o fałdki na brzuchu. Moim celem od początku nie było wyrzeźbienie kaloryfera, a po prostu lepsze samopoczucie i ten cel osiągnęłam. 100 dni wystarczyło, żeby zobaczyć jak zmienia się ciało. Staje się smuklejsze, bardziej rozciągnięte, a skóra robi się jędrniejsza.

Poza tym dzięki tym ćwiczeniom dwa razy zrobiłam live na Instagramie. Dla kogoś to norma, dla mnie krok milowy. Stojąc kilometr od swojej strefy komfortu wykonywałam ćwiczenia na żywo w Internecie.

Trzy nowe nawyki za jednym razem

Więcej o samym wyzwaniu i o tym jak Instagram pomógł mi wyrobić nawyk napisałam w tym tekście. Tu chciałam wspomnieć o tym, że ćwiczenia pomogły mi obudować ten nawyk innymi nawykami.

Doczepiłam ćwiczenia do regularnych czynności: picia wody z cytryną oraz picia zdrowego koktajlu. Żeby poćwiczyć, muszę wypić wodę. Jak poćwiczę, wypiję pyszny koktajl. Takim sposobem zamknęłam 3 dobre nawyki w jednym procesie i wykonywałam je zawsze, jeden po drugim. Dlatego te 100 dni to również regularne nawadnianie się i wypijanie witamin.

Plusem było też to, że na moim Instagramie codziennie lądują jakieś treści w stories i prawdopodobnie wszystkie algorytmy się cieszą.

Również dzięki ćwiczeniom (sporo tego jest!) częściej ćwiczę jogę. Zdarzało się, że miałam gorszy dzień i aktywny trening zamieniałam na rozciąganie się. Czasami joga wpadała po prostu jako rozgrzewka przed lub po ćwiczeniach.

Ćwiczenia dla każdego

Zrobiłam na Instagramie ankietę z pytaniem do obserwujących jak myślą ile czasu potrzebują na takie ćwiczenia. Ponad 20% zagłosowało, że godzinę dziennie. Nie wiem jak oni, ale ja chyba bym zwariowała 🙂 Może kiedyś tak opanuję zarządzanie czasem, że wcisnę do swojego harmonogramu godzinę ćwiczeń dziennie, ale to jeszcze nie teraz. Przez te 100 dni, za każdym razem ćwiczyłam od 12 do 25 minut. Zaczęłam na długo przed kwarantanną, kiedy jeszcze chodziłam codziennie do pracy do biura. Wiele razy słyszałam teksty „Ja też bym chciała, ale nie mam czasu.” Nikt mi nie wmówi, że nie ma 12 minut dziennie na ćwiczenia.

Pozytywne wsparcie

Bardzo motywujące były wiadomości od znajomych i nieznajomych z gratulacjami, o tym, że trzymają kciuki, że na pewno dam radę. Były osoby, które codziennie po każdej relacji reagowały na nią, za co bardzo im dziękuję 🙂

Pisałam o tym w wcześniej wspomnianym tekście Jak Instagram pomógł mi wyrobić nawyk codziennych ćwiczeń.

„Jednym z czynników, który sprawia, że moja motywacja działa jest zespół wsparcia. I ja sobie taki zespół stworzyłam na Instagramie. Moi obserwatorzy zainteresowali się tym co robię i po kilku dniach, gdy zauważyli, że nie żartuję i jakoś mi idzie dostawałam wiadomości z gratulacjami, kciukami i pytaniami o ćwiczenia. Zaczęłam działać, znalazłam zespół wsparcia, znalazłam motywację. Na mnie to zadziałało, może na Ciebie też, spróbuj.”

Rób dobro

Dostawałam bardzo dużo sygnałów, od moich znajomych i nieznajomych, że motywuję ich do ćwiczeń. Bardzo, naprawdę bardzo mnie to cieszyło. To w sumie niesamowite, że ktoś widzi codziennie 5-7 sekund moich ćwiczeń i zaczyna sam działać.

Minus

Jest jeden minus, o który myślę od kilku dni. Towarzyszy temu obawa, że uzależniłam swoje ćwiczenia od publikacji na Instagramie. „Ćwiczę, bo publikuję”, a nie „publikuję, bo ćwiczę”. Jakieś 50-60 dni temu zdarzały mi się małe kryzysy i gdyby nie to, że regularnie publikowałam na IG to odpuściłabym ćwiczenia. Co się stanie teraz, gdy dam odpocząć swoim obserwującym i nie będę publikować stories? Czy nadal będzie mnie to bawić? Czy będzie mi się chciało? Tego jeszcze nie wiem.

Wiem jedno. Kolejny raz udowodniłam sobie, że potrafię osiągnąć cel. Od A do Z. Widzę też, że jeżeli mierzę się z trudniejszym zadaniem, warto pomyśleć o jakimś nietypowym rozwiązaniu (tu: relacje w Stories) i poprosić o wsparcie innych (tu: motywujące wiadomości). Teraz będę robić swoje, już bez publikacji, ale mam jeden mały pomysł na kolejne wyzwanie 🙂 To be continued…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *