7 rzeczy, które warto zabrać ze sobą w podróż

PODRÓŻE
7 rzeczy, które warto zabrać w podróż

7 rzeczy, które warto zabrać ze sobą w podróż

Gdy pakowałam się na ten wyjazd, nie wiedziałam czego się spodziewać. Miałam bilet w jedną stronę, na grecką wyspę Zakynthos, ale nie wiedziałam gdzie dalej mnie poniesie. Pakowanie się w takiej sytuacji nie należy do najłatwiejszych, bo wszystko wydaje się wtedy potrzebne. Tym bardziej cieszę się, że sprawdziły mi się rzeczy, które mam ze sobą.

Po 3 tygodniach w podróży widzę, które rzeczy mogłabym zostawić w domu, a których używam codziennie i sprawdzają mi się podczas tego wyjazdu. W tym wpisie polecam produkty konkretnych marek, ale żadne polecenie nie jest współpracą. Za ten wpis nie otrzymałam żadnego wynagrodzenia. Tylko przy jednym punkcie podaję link afiliacyjny i jeśli skorzystasz z niego ja otrzymam kilka procent zniżki na kolejny abonament. To wszystko 🙂 Chcę po prostu podzielić się trafionymi produktami, które moim zdaniem warto zabrać w podróż.

Olejek do demakijażu MIYA Cosmetics.

Szukałam wygodnego produktu do demakijażu. Te, których wcześniej używałam miały bardzo duże opakowania i wymagały używania wacików, a mi bardzo zależało, aby z nich zrezygnować. Od razu zaznaczam, że ja nie stosuję pełnego makijażu, a jedyny kosmetyk do make-upu w mojej kosmetyczce to tusz do rzęs. A to właśnie on sprawia często największy problem w dokładnym oczyszczeniu twarzy. Ja używam tuszu marki Clinique, który jest całkiem trwały i nie zmywa się tak łatwo, ale ten żel radzi sobie z nim doskonale.

Do tego kosmetyku trzeba się przyzwyczaić, ponieważ aplikuje się odrobinę olejku na dłonie, rozmasowuje i czyści dłońmi twarz pocierając delikatnie np. oczy. Moim zdaniem do tego trzeba się przyzwyczaić, bo za pierwszym razem wsadziłam sobie olejek do oka 😉 Wystarczy kilka lekkich potarć i olejek zmywa cały tusz. Nie rozmazuje go, nie wyglądam jak zapłakana panda z czarnymi kołami pod oczami. Od razu zmywam wszystko wodą i twarz pozostaje czysta. Jest naprawdę bardzo skuteczny, wygodny i wydajny. No i w końcu można uwolnić się od wacików. (btw. mam ze sobą wielorazowe waciki, ale jeszcze ich nie testowałam)

Kubeczek menstruacyjny.

To jest rzecz, którą kupiłam na chwilę przed wyjazdem z nadzieją, że kiedyś go użyję i zapomnę o czymś takim jak np. zrezygnowanie z wejścia do wody podczas okresu. Przyznam się, że kubeczek mnie stresował i zastanawiałam się czy już przy pierwszej okazji starczy mi odwagi, żeby go użyć. Bo nie oszukujmy się, cała procedura włożenia i wyjęcia nie wygląda na najłatwiejszą. Już sam fakt, że nosisz kubeczek w sobie rodzi wiele wątpliwości i pytań czy to się nie wyleje, nie przeleje, nie chlupie w środku itp 😉 Użyłam go już drugiego dnia okresu i uważam, że ten produkt to jest totalny life changer. Nie chcę nawet wracać wspomnieniami do używania podpasek i tamponów. Osoba, która wymyśliła kubeczek powinna dostać nagrodę Nobla w kategorii Wolność w menstruacji (nie ma czegoś takiego, ale właśnie to wymyśliłam i uważam, że powinno powstać).

Po pierwsze kubeczek menstruacyjny jest wygodny i osoby miesiączkujące, które nie odczuwają bólu podczas menstruacji spokojnie zapomną, że w ogóle ją przechodzą. Jeżeli nie należysz do tej grupy, pamiętaj, że nie trzeba czuć bólu podczas miesiączki i warto skonsultować to z lekarzem. Miesiączka nie musi i nie powinna boleć! Sama aplikacja nie okazała się tak trudna jak mi się wydawało. Zdecydowanie lepiej poradziłam sobie z włożeniem kubeczka niż z wyjęciem go. Pierwsze wyjęcie zajęło mi około 30 min, ale prawdopodobnie dlatego, że w końcu się zestresowałam i spięłam.

Cała procedura korzystania z kubeczka menstruacyjnego doskonale pokazana jest na kanale Drogerii Ekologicznej i warto te filmy obejrzeć przed pierwszą aplikacją. Z każdym kolejnym dniem wkładanie i wyjmowanie kubeczka było coraz łatwiejsze i wiem, że to kwestia wprawy. Jeszcze przed wyjazdem kupiłam w Primarku bieliznę menstruacyjną i mimo kubeczka zakładałam ją jako koło ratunkowe na wszelki wypadek 😉 Jednak kubeczek ani razu mi nie przeciekł. Jestem bardzo zadowolona, że w końcu zdecydowałam się na taki zakup, bo naprawdę odmienia miesiączkowy świat 😉

Po drugie kubeczek menstruacyjny jest bardzo ekologiczną opcją i nie zaśmieca świata tak jak podpaski czy tampony. Przy odpowiednim korzystaniu, jeden kubeczek potrafi wystarczyć na 15 lat! :O

Po trzecie to dobra inwestycja, bo nie trzeba wydawać co miesiąc niemałej kwoty na środki higieniczne. Ja wybrałam model Lady Cup, rozmiar S. Koszt to około 90 zł. Patrząc na ceny tamponów czy podpasek oraz na żywotność kubeczka uważam, że to bardzo dobre zainwestowanie pieniędzy.

Wałek z kolcami do masażu.

To jest gadżet, bez którego można obejść się w podróży, ale on naprawdę często może się przydać. Jest idealny na wieczory po dłuższych wędrówkach, na obolałe plecy od ciężkiego plecaka lub po prostu po to, żeby się zrelaksować. Wałek można stosować na całe ciało, również na twarz. Kupiłam go w Ukrainie, bo tam jest siedziba producenta Lyapko i te produkty są dużo tańsze oraz nie płaciłam za zagraniczną dostawę. Można go zamówić również na polskich stronach ze sprzętem do rehabilitacji i fizjoterapii. Masaż nie jest bolesny, wszystko zależy od tego z jakim naciskiem się go robi. Metalowe kolce są dla mnie dużo lepsze niż plastikowe (tak jak w przypadku mat), ale co kto lubi 😉 No i to uczucie masowania głowy, oooohhhhhh.

Turban od Looks by Luks.

Ten turban to jeden z lepszych przedwyjazdowych zakupów 😉 Looks by Luks to polska marka Sylwii i Marcina. Trafiłam na nich dzięki Patrycji z Travelover, która pewnego wieczoru zorganizowała live z Sylwią. Spodobało mi się etyczne podejście i transparentność tej marki. Wybór turbanów – i nie tylko, bo są kimona, opaski itp. – jest bardzo duży, ale ten mój od razu wpadł mi w oko. Materiał, bardzo dobrej jakości, jest lekki i nie jest w nim gorąco. Chodziłam w turbanie przy 30*C. i idealnie chronił też głowę przed przegrzaniem. Przydał mi się także na rejsach statkiem, bo osłaniał uszy od wiatru. Ważne dla mnie też jest to, że nie trzeba go wiązać. Zakłada się go jak czapkę 😉 Jestem naprawdę zachwycona tym zakupem.

Jest tylko jeden minus tego wszystkiego: potrzebuję drugiego turbanu, bo w tym chodzę NON STOP i mam w nim prawie wszystkie zdjęcia 😉 Za jakiś czas na pewno zamówię drugi, żeby móc sobie je zmieniać. Warto również obserwować Sylwię, która niedawno przeprowadziła się z całą rodziną do Meksyku, skąd będzie nadzorować działanie swojej firmy. Odważny krok, któremu kibicuję!

Czytnik ebooków z Legimi.

Czytnik był zaplanowanym prezentem urodzinowym i mam go już kilka miesięcy. Wcześniej używałam jednego z najstarszych modeli Kindle i szczerze większość swojego życia przeleżał na półce. Tym razem zdecydowałam się na inkBooka z polecenia Ani, który ma dodatkowe funkcje, m.in aplikację Legimi. Podobnie do kubeczka – Legimi to mój life changer 😉 Sam czytnik sprawdza mi się doskonale. W końcu mam podświetlany i dotykowy ekran, wygodne przyciski i zegarek w rogu ekranu. Taki detal, a bardzo się przydaje, bo nie trzeba odrywać się od czytania sięgając po telefon, żeby sprawdzić godzinę. A wiecie czym to się kończy… sprawdzę godzinę i przy okazji powiadomienia z IG/FB/całego Internetu.

Wraz z kupnem czytnika dostałam Legimi na trzy miesiące za darmo. Legimi to takie czytelnicze Spotify. Kupujesz abonament na miesiąc (39,99) albo rok (32,99 miesiąc) i korzystasz z bardzo dużej (75 000) biblioteki książek. Pobierasz je na czytnik i czytasz kiedy chcesz. Na początku sceptycznie do tego podchodziłam, bo spodziewałam się tam książek w stylu szkolnych lektur i starych wydań. Okazuje się, że na Legimi można znaleźć prawie wszystkie nowości i premiery z rynku książkowego. Na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, kiedy chciałam coś przeczytać, a akurat Legimi tego nie miało. Zazwyczaj były to książki wydawane w self-publishingu, chociaż i takie można znaleźć w katalogu Legimi. To moment na link afiliacyjny. Jeśli zdecydujesz się na abonament Legimi – skorzystaj z tego linku 🙂 Wrzucam też kawałek mojej półki dla inspiracji.

Wielorazowe patyczki do uszu.

No to już trochę przeginka, pomyślisz, ale wcale nie! Taki wielorazowy patyczek powinien być normalnym i pierwszym wyborem. Po co kupować kolejną paczkę patyczków, które po jednym użyciu wyrzucamy do kosza zaśmiecając tym samym środowisko – i to tak konkret!

Ten patyczek stworzony jest z tworzywa PP (polipropylen) i TPE (elastomer termoplastyczny), które są ekologiczne, nie tworzą odpadów oraz niebezpiecznych gazów i nadają się do recyklingu. Patyczka używamy tak samo jak tego jednorazowego. Po prostu po użyciu myjemy wodą z mydłem i odkładamy do pojemniczka, który jest w zestawie. Etui stworzone jest na bazie skrobi kukurydzianej. Patyczki są dostępne w kilku kolorach, a każdy kolor reprezentuje inny, zagrożony wyginięciem gatunek roślin lub zwierząt. Ja mam czerwony, który symbolizuje Koralowiec czerwony.

Szampon w kostce

To kolejne eko odkrycie, które pojawiło się w mojej kosmetyczce. Nie wyobrażam już sobie zabierać w podróż butli z szamponem. Nie tylko ze względu na kolejny kupiony plastik, ale też z powodu miejsca, które zajmuje w plecaku. Szamponu w kostce z Mydlarni Cztery Szpaki używałam pierwszy raz i jestem z niego bardzo zadowolona. Miałam obawy, że włosy będą po tym szorstkie i splątane, ale nic z tych rzeczy. Szampon bardzo się pieni (a to było dla mnie ważne) i dobrze myje głowę i włosy. Warto kupić metalowe pudełeczko, w które wsadzicie szampon już po pierwszym użyciu. Tak jak przy zwykłym mydle, nie da się go już schować do papierowego pudełka.

Cieszę się, że zaczęłam bardziej świadomie wybierać kosmetyki i różne akcesoria higieniczne, zwracając uwagę nie tylko na jakość, ale również na ekologię. Szczerze, wszystkie te rzeczy sprawdziły mi się na maksa, dlatego puszczam dalej w świat!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *